Możliwe że dobrze, żeby scenarzysta miał pewne cechy psa. Albo że miałby je, gdyby występował w zwierzęcych bajkach Ezopa. Są psy, które kochają aportować. Nic nie ekscytuje ich bardziej niż możliwość biegu za rzuconym patykiem. A kiedy go przynoszą, cieszy je pogłaskanie po głowie i pochwalenie, i marzą o tym, żeby pobiec jeszcze raz. Po prostu wykonywanie tych czynności sprawia im wielką przyjemność, a sama pochwała wystarczy za nagrodę. A ich właścicielowi też sprawia przyjemność rzucanie patyka i patrzenie na posłuszeństwo psa, więc to doskonała symbioza.
Możliwe, że dość pożądana jest podobna cecha scenarzysty: ciągła chęć przynoszenia w zębach kolejnych wersji scenariusza i ciągła chęć pomocy w powstawaniu filmu w zamian za pogłaskanie po głowie.
Ciekawe jakie jeszcze cechy zwierzęce powinien mieć dobry scenarzysta. I jakiego zwierzęcia. Wilka? Lisa? Krowy?






