Koło Scenarzystów
Jesteś tu: Strona główna  / Blogi  / WOJNACH ANDRZEJ
BLOGI SCENARZYSTÓW
Borkowski Wojnach
TABLICA OGŁOSZEŃ
Agent literacki poszukiwany Scenarzysta, dramaturg poszukuje osobistego agenta zajmującego się kompleksową promocją utworów (absolwenci teatrologii mile widziani)
TŁUMACZ POLSKO-ROSYJSKI, ROSYJSKO-POLSKI Tłumaczenia scenariuszy, sztuk teatralnych, list dialogowych. Tłumaczenia ustne na planie filmowym itd. Posiadam duże doświadczenie jako asystent reżysera w produkcjach na terenie Rosji.
REWOLUCJA NA RYNKU WYDAWNICZYM – KULTURA ALTERNATYWNA W IRCE Instytut Rozwoju Kultury Alternatywnej IRKA www.irka.com.pl , to portal gdzie młodzi artyści mają szansę zebrać pieniądze na dalszą promocję swojej twórczości.  W...
Dodaj ogłoszenie

O książkach

Dobre wieści. Wydawnictwo Wojciech Marzec wyrasta na prawdziwego propagatora filmowej wiedzy. Do typowo filmowych pozycji o technice pisania i formatowania scenariuszy, produkcji filmowej, pracy z aktorem, sztuce montażu, pracy ze światłem na planie filmowym dołożyła kolejne.

Książki Podróż autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy autorstwa Christofera Voglera żaden scenarzysta nie powinien pominąć kompletujac swoja podręczną biblioteczkę. Od czasu kiedy wydawnictwo Rebis wydało fundamentalne dzieło pt. Bohater o tysiącu twarzy poświęcone teorii monomitu Josepha Campbella upłynęło bodaj piętnaście lat. Dzisiaj na Allegro nieliczni wystawcy za książkę Campbella żądają nawet 250 złotych. Podobną cenę osiąga ona w antykwariatach. Vogler wykorzystał badania Campbella i w porozumieniu z nim stworzył rodzaj podręcznika dla autorów pokazującego jak odwieczne struktury narracyjne wpisują się we współczesną kulturę i jej opowieści. Pokazał niezniszczalną siłę podstawowego mitu. W jakiś sensie potwierdza to twierdzenie Van Liera i innych podobnych mu filozofów twierdzących, że umysłowość człowieka się nie zmienia, zmienia się tylko stopień komplikacji technicznej wokół niego.

Drugą książką, na którą chciałbym wskazać przyszłym i początkującym scenarzystą jest efekt pracy badawczej i eksperymentów z kolorem przeprowadzanych ze studentami autorstwa Patti Bellantoni pt. Jeśli to fiolet, ktoś umrze. Przeczytałem tą książkę jednym tchem podczas lektury odtwarzając w pamięci fragmenty filmów, o których pisze autorka i żałując, że mój ówczesny poziom kompetencji nie pozwolił mi do końca odczytać wszystkich zakodowanych w przekazie filmowym znaczeń. Sam przez wiele lat pracy ze studentami dziennikarstwa i edukacji artystycznej wskazywałem na znaczenie koloru w kodowaniu przekazu telewizyjnego, filmowego. Eksperymentowaliśmy z kolorem, ale dopiero książka Patti Bellantoni pokazała mi prawdziwą złożoność tego zagadnienia. Powtórzę to co przez lata powtarzałem studentom - Piszcie i realizujcie swoje programy w określonej barwie. Ale najpierw przeczytajcie tę książkę.

Tak jak dla dorosłych tylko lepiej

Do napisania tego felietonu sprowokowała mnie dyskusja, której byłem uczestnikiem kilka dni temu. Dyskutowali polscy twórcy filmów dla dzieci i młodzieży podczas dorocznego zebrania Koła. Sprowokowało ją wyjaśnienie dlaczego SFP nie będzie uczestniczyć w programie szkoleniowo-promocyjnym przeznaczonym dla młodych twórców filmowych chcących specjalizować się w twórczości dziecięcej. Wyjaśnienie było zaskakujące. Ponieważ filmowcy polscy zajmują się filmem a nie innymi formami filmowymi funkcjonującymi obecnie w kulturze. No cóż. Można by na tym stwierdzeniu zakończyć felieton, ponieważ wobec tak arbitralnego stanowiska wszelkie argumenty właściwie są zbędne. Ale ponieważ od kilku lat zajmuję się badaniem mediów, a w ostatnich trzech latach koncentruję się właśnie na scenariuszach filmów animowanych adresowanych do najmłodszej widowni, więc postanowiłem jednak kontynuować rozważania na ten temat właśnie na moim blogu.

Od kilkunastu lat produkcja filmów dla dzieci i filmów familijnych w Polsce znajduje się w regresie. Problem dotyka nie tylko Polski, ale też kilku innych krajów europejskich. Dane o frekwencji w kinach są bezwzględne. Filmy fabularne dla dzieci zazwyczaj gromadzące dużą widownię na świecie , w Polsce rzadko przekraczają 100 tyś. widzów. Nawet nagradzane Magiczne Drzewo w reżyserii Andrzeja Maleszki nie przekroczyło 150 tysięcy. Oczywiście można powiedzieć, że winni są dystrybutorzy. Ale czy tak jest rzeczywiście? Obserwacja rynku wskazuje na obraz odwrotny. Filmy dla dzieci w wielu krajach przynoszą zyski, mają widownię, a o sukcesach hitów Pixara, Bly Sky, Disneya, Dramworksa nawet nie warto wspominać. A zatem co oni mają czego my nie mamy? Najważniejszą sprawą jest odwrócenie myślenia. Co roku na świecie powstaje około 20 pełnometrażowych filmów animowanych. W krajach europejskich w ciągu ostatnich 10 lat wyprodukowano ich 100. W ciągu roku można wprowadzić do kin w danym kraju nie więcej niż 15 filmów dla dzieci., które muszą rywalizować o miejsce w dystrybucji z filmami dla dorosłych. Dlatego większość producentów zanim rozpocznie produkcję filmu familijnego zaczyna od zadania sobie pytania - Jak mam sprzedać swój film? Jak zwrócić koszty jego produkcji i jak zarobić na następny? O tego pytania zaczyna się praca nad filmem. Prawidłowo sformułowana odpowiedź określa obszar dystrybucji - kino, telewizja, DVD, VoD, BB etc. Obszar dystrybucji określa budżet i technologię produkcji. Pierwszy krok mamy już za sobą. Teraz należy zdefiniować widownię. Słyszę wokół narzekania, ze telewizje rezygnują z finansowania serii filmowych dla dzieci i młodzieży. Wiedzą dlaczego. Dzisiaj 70 procent młodzieży ogląda filmy za pośrednictwem komputera. Dzieci, coraz więcej czasu spędzają przy interaktywnych formach filmowych przed ekranem telewizora, który stał się centrum rodzinnej rozrywki niż oglądają filmów w kinach. Kino jest tylko jednym z elementów medialnej przestrzeni, zresztą wcale nie najważniejszym. Konwergencja mediów jaka nastąpiła w ostatnich latach sprawiła, że obrazy filmowe oglądamy inaczej niż niegdyś i moment zasiadania w sali kinowej wcale w tej zabawie nie jest najważniejszy. Dla pokolenia 50,60,70 latków oglądanie czegokolwiek na małym ekranie urządzenia mobilnego jest profanacją, ale dla dzieci i nastolatków telefon komórkowy stał się wyspecjalizowanym spersonalizowanym centrum rozrywki. Ważny, artystyczny film można sprzedać odbiorcy na wiele sposobów w wielu płaszczyznach odbioru. Może on dotrzeć do ogromnej liczby widzów, trzeba jednak zdać sobie sprawę z faktu, że nie jest on już spotkaniem nadawcy - reżysera z odbiorcą-widzem, tylko jednym z elementów ponowoczesnej przestrzeni medialnej w której jesteśmy zanurzeni. A kultura stała się jednym z najważniejszych przemysłów XXI wieku w którym produkcja dla dzieci musi walczyć o swoje miejsce wszelkimi dostępnymi środkami. Tylko lepiej niż produkcja dla dorosłych.

Formatowanie serii telewizyjnych dla dzieci

Wracam do poprzedniego tematu formatowania serii telewizyjnych, ale najpierw kilka słów wyjaśnienia. W poprzednim blogu znalazło się oczywiste przejęzyczenie. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Oczywiście dane podane przeze mnie dotyczą minut, a nie sekund. I ceny oczywiście spadają, a nie rosną.

Wracając do formatowania serii. Podczas Cartoon Forum w Stavanger miałem okazję obejrzeć około 30 różnych propozycji serii telewizyjnych z całej Europy. Gwoli wyjaśnienia. Cartoon Form jest dorocznym przeglądem najnowszej wyselekcjonowanej oferty europejskich producentów animacji kierowaną do nadawców telewizyjnych  i  inwestorów. Odbywające się od 20 lat Forum gromadzi czołowych producentów europejskich, a od przyszłego roku rozszerza swoją działalność na Amerykę Południową i Azję. Takie są kierunki rozwoju europejskiego przemysłu animacyjnego wspierane przez program MEDIA.  Wracając do serii telewizyjnych.  W projektach, które miałem okazję obejrzeć dominowała dobrze opowiedziana prosta historia . Najbardziej „ chodliwe” produkcje operowały stosunkowo prostą animacją i nieskomplikowaną artystycznie plastyką, za to odnosiły się do ważnych problemów dziecięcego świata.  Było również kilka opowieści  osadzonych w dosłownie pojmowanej cyberprzestrzeni, ale cieszyły się  znacznie mniejszym zainteresowaniem. Generalny trend – prostota opowieści, elementy edukacyjne, wyrazisty bohater, którego dzieci mogłyby polubić. Technika animacji nie miała specjalnego znaczenia. Zdarzały się animacje bardzo proste, pozbawione słownego dialogu, ale może właśnie dlatego, że używały uniwersalnego niewerbalnego przekazu były czytelne dla wszystkich.  Taki produkt był adresowany do widowni  3+- 6.  Bardziej technologiczne historie targetowano na 4-7, albo 5-8 lat. Ale były również  propozycje dla widowni 10+ - 14, a nawet 16 +. O formatowaniu decyduje nie tylko treść, ale w równym stopniu  koncepcja plastyczna, konstrukcja postaci.  Takie precyzyjne podziały wynikają z wymagań nadawców, a w konsekwencji reklamodawców artykułów przeznaczonych dla dzieci.  I na koniec refleksja: w tym środowisku właściwie nie rozmawia się o sztuce, ale  o tym jak sprzeda się dany produkt. Pisząc scenariusze animacji warto o tym pamiętać.

http://www.scenarzysci.org.pl/blog.php?cat_id=3139